Ateny i okolice- nie samym Akropolem żyje człowiek

Kwitnienie wiśni w Japonii 2018- gdzie, kiedy i za ile?
Luty 22, 2018
Ume- śliwa japońska (GALERIA)
Marzec 16, 2018
Pokaż wszystkie

Ateny i okolice- nie samym Akropolem żyje człowiek

Pierwszy raz w Atenach byłam niecałe 5 lat temu z rodzicami, gdy po 2 tygodniowym rejsie zostaliśmy na 2 noce w stolicy Grecji, oddając jacht w jednej z marin. Pamiętam, że obchodziłam wtedy swoje 23 urodziny. Nie przypuszczałam, że kilka lat później będę tam latać w odwiedziny do przyjaciół. Dzięki temu, że rodzice przeciągnęli mnie po najważniejszych atrakcjach turystycznych, w tym roku miałam więcej czasu na zwiedzanie tych mniej uczęszczanych przez turystów miejsc. Przyznam szczerze, że po upale na Akropolu i stadzie gołębi przy greckim Parlamencie podczas zmiany warty, ta „druga” strona Aten dużo bardziej mi się spodobała. Przed Wami Ateny i okolice!

Pierwszy raz w ciągu ostatniego roku poleciałam do Aten w lipcu. Tak jak wspomniałam na początku, kilka tygodni wcześniej przeprowadziła się tam para naszych przyjaciół, którzy związali się z tym miejscem ze względów zawodowych. Z tego co mówią zakochali się w tym mieście. Powiem szczerze, że po tych kilku wizytach wcale im się nie dziwię. Latem byłam tam dosłownie na półtorej dnia. Wylot z Krakowa w niedzielę, powrót we wtorek rano. Do Aten bezpośrednie loty oferuje Ryanair i Aegean. Pierwsza z wymienionych linii lotniczych lata z Katowic, Krakowa, Modlina i Poznania, a druga z Krakowa i Lotniska Chopina w Warszawie. Z czego z Krakowa bezpośrednie loty w 2018 roku będą w ofercie Aegean’a od 25.03 do 23.10. Wiosną tego roku Ryanair otwiera dodatkowo połączenie z Łodzi, Wrocławia, Gdańska i Rzeszowa. 9 marca również Wizzair zaczął dwa razy w tygodniu latać bezpośrednio z Katowic do stolicy Grecji. Także przelot do Aten z Polski już niedługo będzie możliwy praktycznie z każdego większego miasta w Polsce. W dodatku jak zarezerwujecie bilety odpowiednio wcześniej to możecie się nawet załapać się na przelot w cenie 39 zł 😉

Po wylądowaniu mojego samolotu w niedzielę popołudniu wybraliśmy się prosto z lotniska na plażę. Dni w Grecji latem są dość długie, dlatego pobyt nad morzem nawet do godzin wieczornych nie jest żadnym problemem. Prosto z plaży pojechaliśmy na kolację i tu nauczyłam się pierwszej rzeczy- jeżeli jesz normalnie, a nie jak obżartuch to zamów sobie jedno danie. Bez przystawki, sałatki i czegoś jeszcze, bo po prostu nie dasz rady tego zjeść. Co najważniejsze nie jest to zależne od restauracji- Grecy wydają się być po prostu bardzo hojni dzięki czemu po zamówieniu jednej sałatki i talerza mięs najedliśmy się w 4. W tym z 1,5 rocznym małym Głodomorem <3 ) I jeszcze nie daliśmy wszystkiemu rady. Z ręką na sercu. A wszystko było po prostu pyszne. Kolejne spostrzeżenie- o godzinie 19 to Grecy piją kawę, a nie jedzą kolację, dlatego w restauracjach o tej porze jest pusto 😉 Kolację to zaczyna się jeść po 21 😛 Więcej o genialnych restauracjach, w których byłam i które z ręką na sercu mogę w Atenach polecić znajdziecie w kolejnym wpisie o Grecji. Następnego dnia pojechaliśmy w pierwsze z miejsc, które chcieli mi pokazać znajomi, jak się okazało nie wiedzą o nim nawet niektórzy Ateńczycy 😉

Jezioro Vouliagmeni

fot. kathimerini.gr

Położone na południu Aten, jest rzadko spotykanym okazem przyrody. Zawiera w sobie zarówno słodką jak i słoną wodę. Wszystko to za sprawą połączenia z morzem i leżących pod nim źródeł termalnych. Jezioro otaczają również cudowne skały, a w nim samym znajdują się wodne labirynty i tunele. Najdłuższy z nich mierzy aż 800 metrów! Jednak największą atrakcją jest to, że można tam przesiedzieć cały dzień, porządnie się zrelaksować, poczuć jak w spa, wyjść z gładziutką skórą, a dodatkowo woda w jeziorze ma jeszcze lecznicze działanie na niektóre schorzenia. Czego chcieć więcej?! Ktoś powiedziałby, że krystalicznie czystej, lazurowej wody, bo w takich źródłach termalnych to zazwyczaj mętna i siarkowa…sorry! Zapomniałam napisać, że Jezioro Vouliagmeni właśnie taką krystalicznie czystą wodą zachwyca. Wypadałoby jeszcze coś zjeść na miejscu? Kelnerzy z miejscowego baru-restauracji donoszą pyszne posiłki i drinki prosto na leżaki aż do wieczora 😀 Latem organizowane są tu również koncerty, wesela i imprezy okolicznościowe.

Kolejną atrakcją tego miejsca są pływające w nim rybki Garra rufa żywiące się złuszczającym naskórkiem lub chorą tkanką skóry osób cierpiących na takie schorzenia, jak na przykład łuszczyca. Popularnym zabiegiem polegającym na zanurzeniu kończyn, a czasem i całego ciała w akwarium z tymi rybami jest ichtioterapia. Jadąc nad ateńskie jezioro zabieg ten macie w cenie wejściówki 😉 Początkowo uczucie, które towarzyszy zjadaniu przez dziesiątki rybek naszego martwego naskórka przypomina łaskotanie i jest dość śmieszne, jednak po kilku minutach można się do tego przyzwyczaić i jest to bardzo przyjemne jak i zdrowe. Miejsce to dodatkowo otwarte jest przez cały rok, gdyż woda w jeziorze waha się pomiędzy 22-29 stopniami Celsjusza. Zadbano również o rodziców z dziećmi budując dla nich plac zabaw, a restauracja przygotowała specjalne menu dla maluchów 😉 No dobra- ile kosztuje ta atrakcja? W zależności od dnia tygodnia, za całodzienny bilet zapłacicie od 12-13 euro.

Kompleks Olimpijski w Marousi

Kolejnym miejscem, które odwiedziłam będąc w Atenach w lipcu i wróciłam do niego też podczas drugiej wizyty na przełomie grudnia i stycznia była wioska olimpijska. Miejsce choć lekko opuszczone i trochę zaniedbane ma w sobie nieprawdopodobnego ducha. Gdy będąc tam myślałam sobie co te wszystkie budynki widziały, jakie emocje przeżywali ludzie na trybunach i sportowcy sięgający po złote medale to zupełnie inaczej przeżywałam wizytę w tym miejscu.

Podchodząc pod znicz olimpijski, który w 2004 roku zapalił grecki żeglarz Nikolaos Kaklamanakis, myślałam sobie, że jako mała dziewczynka zawsze marzyłam o tym by jako sportowiec wejść na stadion podczas otwarcia Igrzysk. Przyznam, że ta pierwsza wizyta była dla mnie dość wyjątkowa, w związku z czym ta druga wyniknęła głównie mojej inicjatywy 😉 Aktualnie w kompleksie wciąż funkcjonuje stadion olimpijski, na którym swoje mecze rozgrywa AEK, basen w budynku którego powstało kilka siłowni i na którym odbywają się liczne zajęcia sportowe oraz hala sportowa, którą przerobiono na luksusowe centrum handlowe Golden Hall. Niestety teren dookoła tych obiektów jest mocno zapuszczony- rdza, porozwalane chodniki, leżące na ziemi barierki, mury pomazane graffiti. Wrażenie za to robi piękna biała konstrukcja składająca się z dziesiątek łuków, ustawiona od strony ulicy Neratziotissis. Bardzo fajnie wychodzi na zdjęciach komponując się z niebieskim niebem 😉 Dla fanów sportu jest to miejsce, które zdecydowanie trzeba w Atenach odwiedzić!

Punkt widokowy na wybrzeżu Vouliagmeni


Tam na zachód słońca wybraliśmy się pierwszego dnia tego roku 🙂 Po noworocznym obiedzie w restauracji Moorings podjechaliśmy niecały kilometr w stronę morza i naszym oczom ukazał się jeden z piękniejszych zachodów słońca jakie w życiu widziałam. Może nie najładniejszy, ale na pewno łapie się do pierwszej piątki 😉 Dodatkowym plusem w tamtym momencie było to, że w Polsce w temperatura oscylowała wokół 5 stopni? A my 1 stycznia, lecąc do Aten tylko 2 godzinki spacerowaliśmy sobie w trampkach i lekkich kurteczkach 😀 Kolory na niebie przechodziły od żółtego, poprzez pomarańczowy i czerwony, a kończyły się gdzieś na fioletowym. Po prostu cudnie!

Warto przede wszystkim wyjść z samochodu i zejść po skałach trochę niżej, skąd zobaczycie niedokończony budynek hotelu, który pomimo tego, że jest małą ruiną to ma swój urok, a już na pewno daje wiele możliwości naszej wyobraźni 😉 Od razu układałam sobie w głowie jak urządziłabym pokoje gdybym mogła ten budynek odkupić i stworzyć w nim swój własny hotel 😉 Wracając jeszcze na sekundę do tego parkowania- jeżeli będziecie tam samochodem, to nie bójcie się zostawić go po prostu przy drodze-Grecy parkują dosłownie WSZĘDZIE. Nawet w miejscach, które Polakowi nie przyszłyby do głowy 😀 a policja na to nie reaguje, także pełen luz 😉

Plac Sindagma

To miejsce jest akurat dość popularne w przewodnikach. Jednak nie piszę o nim ze względu na gmach Parlamentu Hellenów, który znajduje się po drugiej stronie ulicy, a dlatego że w okresie Bożonarodzeniowym na placu stoi pięknie oświetlona choinka. Dodatkowo robiąc sobie spacer od strony Monastiraki co rusz spotykaliśmy handlarzy balonów. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby te balony zamiast sznurka nie miały łańcucha z ledowymi lampkami, którym obwiązany był cały balonik. Wyglądały po prostu uroczo, a moje wewnętrzne dziecko musiało się oczywiście w taki balon zaopatrzyć 😀 Dzięki temu gdzie nie poszłam widać mnie było w tłumie z daleka 😛

Centrum Kultury Fundacji Stavrosa Niarchosa

fot. architecturalrecord.com

Niecałe 5 kilometrów od centrum Aten, w Kaliteii, znajduje się Centrum Kultury Fundacji Stavrosa Niarchosa. Stavros był legendarnym greckim armatorem, który po latach swojej działalności zawodowej został multimiliarderem. By kultywować jego pamięć utworzono Fundację imienia przedsiębiorczego Greka, która w 2016 roku otworzyła nowoczesny, przestronny i bardzo designerski budynek, w którym znajdują się grecka Opera Narodowa, Biblioteka Narodowa oraz teatr i kawiarnie. Miejsce to warto odwiedzić nie tylko przy okazji wydarzeń kulturalnych, ale także by podziwiać piękny widok na port w Pireusie i jeden ze stadionów olimpijskich, a także to jak zmyślnie połączono budynek z otaczającym go parkiem.

Ciekawa pod względem architektonicznym jest również sama bryła. Architekci wprowadzili do projektu szereg rozwiązań ekologicznych, takich jak kanał służący do zbierania, filtrowania i uzdatniania do powtórnego użytku wody opadowej, czy dach pokryty panelami fotowoltaicznymi na powierzchni ponad 2,5 akra, dzięki którym obiekt jest samowystarczalny pod względem energetycznym. Co ciekawe pierwsze plany budynku powstały już w 2009 roku gdy w Grecji panował już kryzys gospodarczy. Koszty całej inwestycji, z prywatnych środków pokryła jednak Fundacja, a szacowano je na około 850 mln dolarów. Od 2016 roku jest to jedno z miejsc na mapie Aten, które zdecydowanie zalicza się do listy „must visit”. Nawet Prezydent RP podczas zeszłorocznej wizyty w Atenach spotkał się w budynku Centrum Kultury Fundacji Stavrosa Niarchosa z greckimi armatorami i polskimi przedstawicielami sektora stoczniowego.

Wzgórze Likavitos (Lycabettus)


Ten najwyższy punkt Aten jest chyba najbardziej znanym miejscem z dzisiejszej listy 😉 Góra mierząca 277 m n.p.m. oferuje turystom obłędne widoki! Można się na nią dostać zarówno pieszo jak i kolejką. Warto tu jednak wspomnieć, że z kolejki nie należy spodziewać się widoków, gdyż wjeżdża ona do góry tunelem 😉 przejażdżka tam i z powrotem kosztuje 7 euro od osoby i jeździ raz na pół godziny. Z tego też właśnie powodu dowiedziałam się zarówno jak to jest jechać kolejką i jak to jest pokonywać tę trasę pieszo 😉 wjechaliśmy oczywiście do góry, a nie chcąc tracić czasu zeszliśmy pieszo na dół. Przyznam szczerze, że było to rozwiązanie idealne, gdyż schodząc nie zmęczyliśmy ani trochę, pogoda na samym początku stycznia pozwalała na zejście z góry w krótkich rękawkach, a otoczenie i znajdujący się u podnóża góry las sosnowy były równie piękne co widoki z samej góry.

Na szczycie poza punktem widokowym znajdziecie piękną śnieżnobiałą kaplicę Agios Georgio (św. Jerzego), kamienną dzwonnicę, teatr oraz restauracje, w których wypicie kawy lub zimnego piwa i zjedzenie pysznego brownie z widokiem na całe Ateny i Akropol nie kosztuje wiele więcej niż w zwykłej kawiarni na mieście. Jedną z ciekawostek dotyczącego tego miejsca jest to, że według mitologii powstało w skutek upuszczenia przez Atenę skały wapiennej, którą przenosiła w stronę Akropolu 😉

Anafiotika


Kto by pomyślał, że zwiedzając centrum Aten, pod samym Akropolem można trafić na… wyspę. Białe domki, czerwone i niebieskie okiennice, czerwona dachówka, dziesiątki kotów, uliczki tak ciasne, że może ja przeciskać się nie musiałam, bo do największych nie należę, ale większość dorosłych osób o normalnych gabarytach mogłaby mieć problem z przejściem 😛 Widok jak z prawdziwej greckiej wysepki. A dokładniej z Anafi, bo to właśnie robotnicy pochodzący z tej małej greckiej wyspy byli pierwszymi mieszkańcami i budowniczymi tej okolicy.

Najtrudniej do Anafiotiki jest trafić. Znajduje się trochę ponad Plaką, handlową dzielnicą Aten. Co najgorsze, nawet Google Maps miewa problemy z doprowadzeniem nas w odpowiednie miejsce. Dlatego też za pierwszym razem udało nam się z moją przyjaciółką dotrzeć tam już po zmroku, zwiedzając przy okazji całą okolicę, w tym oglądając przeróżne, kolorowe graffiti namalowane na ścianach w okolicy tych niezwykłych domków. Następnego dnia, gdy wiedziałyśmy już gdzie iść, mogłyśmy podziwiać to cudowne miejsce już za dnia. Warto jednak pamiętać, że za oknami przy których robimy sobie zdjęcia mieszkają normalni ludzie, a my kręcimy się przy ich prywatnych domach 😉

Przyznam jednak, że jak na tak malownicze miejsce, nie było tam zbyt wielu turystów. Może dlatego, że nie tak łatwo je znaleźć? Po drodze mijałyśmy wielu ludzi z mapami i telefonami w rękach, którzy ewidentnie wyglądali tak jak my wieczór wcześniej 😉

Katedra Zwiastowania Matki Bożej w Atenach

Świeżo wyremontowana, Katedra Metropolitalna Greckiego Kościoła Prawosławnego- najważniejsza świątynia Aten. Wybudowana za czasów króla Ottona i królowej Amalii w XIX wieku. Do postawienia tej budowli użyto materiałów z 72 zniszczonych kościołów bizantyńskich. Na placu przed wejściem do katedry ustawiono pomnik Damaskinosa, który podczas II wojny światowej był arcybiskupem Aten. To właśnie w tym miejscu odbywają się najważniejsze uroczystości kościelne w kraju, takie jak śluby czy pogrzeby znanych osób. Przyznam, że trafiłam tam całkiem przypadkiem przechodząc przez Plakę w kierunku Anafiotiki. Po wejściu do środka uderza niezwykle bogato zdobione wnętrze i wszechobecne złocenia.

 


A co Wy polecacie w Atenach? 🙂 Jeżeli podobał Wam się wpis dajcie znać w komentarzu!

17 Komentarze

  1. Marcin napisał(a):

    No zdecydowanie fajnie wyglądają te okolice – rzeczywiście, dobrze nie skupiać się tylko na jednym, najbardziej znanym miejscu!

    • Natalia napisał(a):

      Te najbardziej znane też warto odwiedzić- w końcu z jakiegoś powodu najbardziej znane są 😛 najlepiej jednak jak czas pozwoli przejść się też po tych mniej znanych miejscach 🙂

  2. Olka napisał(a):

    Ateny – ciągle w planach i ciągle nie po drodze. Mam nadzieję, że w ogóle do Grecji uda mi się kiedyś wpaść na dłużej, bo choć bywam po sąsiedzku (w Albanii czy Macedonii), to jakoś nie wystarcza już czasu na greckie zwiedzanie. Natomiast z Twoich rekomendacji najbardziej podoba mi się Jezioro Vouliagmeni.

    • Natalia napisał(a):

      Zdecydowanie jeden z moich faworytów 🙂 Jednak jak bedziesz juz w Atenach, to pewnie odwiedzisz Akropol- zejdz troszę niżej do Anafiotiki- od razu bedziesz mogla odhaczyc greckie wysepki 😛

  3. Ewelina napisał(a):

    Cześć! Fajnie, że pokazujesz tą piękniejszą stronę Aten. Mi niestety nie udało się jej odkryć 🙁 co do lotów do Aten, mam „doświadczenie” zarówno z Ryanairem i Aeganem i szczerze polecam tą drugą linię. Nie ma moim zdaniem lepszego wyboru, jeśli stawia się na komfort, a ceny są często bardzo podobne. Jednak, kiedy zależy nam na cenie, to R.jest ok.

    • Natalia napisał(a):

      Gdy pierwszy raz leciałam w zeszłym roku Aeganem to bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Stewardesy na super poziomie, obsługa, alkohol wliczony w cenę biletu, ciepły posiłek- niewiele lini lotniczych na tak krótkich trasach dba już teraz w ten sposób o pasażerów

  4. Tata napisał(a):

    Natus w 2013 miałaś 23 urodziny

  5. Antonina | antonita.pl napisał(a):

    To już kolejny wpis o Atenach, który czytam w odstępie kilku dni! Chyba muszę się zastanowić nad kupnem biletów (zwłaszcza, że z Poznania lata Ryanair). W Grecji byłam tylko raz, na Korfu… Fajnie byłoby trochę lepiej poznać ten kraj 🙂

  6. Piotr napisał(a):

    Grecja to chyba będzie jeden z naszych kierunków w tym roku, tym bardziej zachęcające są Twoje zdjęcia! Szczególnie chętnie zagłębimy się w te opuszczone tereny poolimpijskie 😉 Przyda nam się ten Twój wpis!

  7. Gadulec napisał(a):

    Byłam w Grecji w tym w Atenach jak jeszcze budowali wioskę olimpijską, więc zdecydowanie powinnam wybrać się tam kolejny raz. Najbardziej zachęca mnie to jeziorko i rybki-pedicurzystki 😀

    • Natalia napisał(a):

      Te rybki to bardzo fajny sposób na spędzenie dnia na przykład po wcześniejszym całodziennym zwiedzaniu „na nogach”;)

  8. Agnieszka napisał(a):

    Twój post spadł mi jak z nieba, bo już niedługo udaję się do Grecji! Dzięki

  9. mylittlepage.pl napisał(a):

    Super to wygląda…faktycznie inaczej i ciekawiej to pokazałaś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *