Zabójczo świeże ikizukuri

(nie)Taka szara codzienność- część I
Październik 12, 2015
„Efekt Pauliny” w Kuno-zan Toshogu
Październik 30, 2015
Pokaż wszystkie

Zabójczo świeże ikizukuri

Kolejny tydzień w Japonii za mną. Sam w sobie raczej normalny i zwyczajny, bez większych fajerwerków. No może poza wczorajszym dniem, w którym to Jubilo w końcu wygrało mecz u siebie. 3:0 z Consadole Sapporo wyjątkowo ucieszyło 12 tysięcy osób zebranych na stadionie, bo od sierpnia nie udało się zdobyć 3 punktów na Yamaha Stadium. Miejmy nadzieję, że zła passa została przerwana i w ostatnich 5 meczach zagwarantują sobie awans z pierwszych dwóch miejsc. Japonia Japonią, fajnie, że jest ciepło, ale dobrze by było wracać do domu, a nie zostawać jeszcze na baraże 😉 Siedząc jednego wieczoru w domu dostaliśmy od Radka wiadomość z linkiem do filmiku. Całe szczęście, że byłam czymś zajęta (pewnie oglądałam jakiś serial 😛 ) i Krzysiek go najpierw sam zobaczył. Przedstawiał on popularny sposób podawania sashimi, czyli kawałków surowej ryby pokrojonej w odpowiedni sposób. Tak jak w Polsce miałam problem z jedzeniem nawet nigiri, plasterka ryby, bądź owocu morza położonego na uformowanym w rękach ryżu, tak tutaj bez problemu się do tego przekonałam. Tym bardziej, że popularne w Polsce maki, są tu raczej rzadko spotykane. Jak zaczęłam jeść nigiri to z czasem przekonałam się i do sashimi, które z klasycznymi dodatkami czyli sosem sojowym i wasabi jest naprawdę pyszne. Sekret tkwi w świeżości ryby, a filmik o którym wspominałam na początku przedstawiał coś, co jak dla mnie było już o jednym krokiem za daleko- nazywa się to ikizukuri.
Po zasięgnięciu informacji z wielu źródeł okazało się, że jest to jeden z najbardziej brutalnych sposobów podawania jedzenia o jakim w życiu słyszałam. Postaram się to tutaj przedstawić czysto teoretycznie i oszczędzić Wam wszystkich myśli i słów, które wypowiadałam na głos, gdy z niedowierzaniem przechodziliśmy od jednego filmiku do drugiego. Tym bardziej, że ta „technika” podawania sashimi jest w zasadzie dość popularna i ceniona przez miejscowych. Dla mnie osobiście brutalna, nieetyczna i wręcz bestialska. Na samym wstępie ostrzegam wszystkie osoby o słabych nerwach, żeby NIE oglądały tych filmików, które pojawią się w tekście. Mnie przy samym słuchaniu, co się na nich dzieje przechodziły ciarki i robiło się niedobrze, ale podobno w tych kwestiach jestem wyjątkowo delikatna.

No to ikizukuri- czyli sposób przygotowywania sashimi z żywych ryb i owoców morza. Tak- z żywych! Stąd też nazwa, czyli w dosłownym tłumaczeniu „przygotowywane z żywego”. Niesamowicie kontrowersyjny sposób podania dania, które jeszcze żyje, gdy dostajemy je na talerzu. Zwykle restauracje mają jeden bądź kilka zbiorników, w których trzymają morskie zwierzęta dla klienta do wyboru. Następie kucharze wciąż trzepocącą się rybę, myją, obdzierają zwykle na naszych oczach z łusek, wycinają kawałki mięsa i kładą je wokół reszty żyjącego jeszcze stworzenia na półmisku z lodem, a rybka (choć przeczytałam gdzieś, że naukowcy uważają że ryby nie czują bólu) wydaje mi się, że jednak cierpi w ciszy, bo przecież nie wyda z siebie żadnego dźwięku. Jest również jeden filmik pokazujący przygotowanie w ten sposób żaby. Podana już na talerzu, wokół swoich nóżek i wnętrzności wciąż rusza górnymi kończynami i patrzy na pożerającego ją klienta restauracji. Bez wątpienia jest to najświeższy posiłek na świecie.


Osobiście nigdy tego nie zamówiłam, choć niestety wydaje nam się, że mogliśmy coś takiego jeść. Ryba sama w sobie już się nie ruszała, ale cała reszta pasuje do tego, co czytam. Akwarium na wejściu, nabita na patyk głowa i zawinięty ogon z kręgosłupem, a obok kawałki rybiego mięsa. Podano nam coś takiego w restauracji pod domem w ramach prezentu i swego rodzaju podziękowania, że do nich przyszliśmy. Wtedy nie mając zielonego pojęcia jak to zostało prawdopodobnie przyrządzone, zjedliśmy zaserwowany prezent, choć mimo wszystko dla mnie głowa ryby nabita na długą wykałaczkę i „patrząca” w dal nie była wybitnie apetycznym widokiem. Cały czas mam nadzieję, że to jednak nie było ikizukuri, tylko danie podane w sposób imitujący tą technikę, bo naprawdę jest to dla mnie niesamowicie nieprzyjemne uczucie, gdy myślę, że z powodu mnie ktoś na żywca ciął jakieś stworzenie tylko po to, żebym mogła je zjeść ekstremalnie świeże… Choć chyba czas przestać się oszukiwać 

Poza ikizukuri możemy się też spotkać w Japonii z tak zwanym odori ebi, czyli rodzajem odorigui, co w dosłownym tłumaczeniu daje nam „tańczący posiłek”. W ten sposób najczęściej przygotowywane są krewetki, które po wyborze klienta wkładane są przez kucharza na chwilę do zmrożonej sake w celu znieczulenia ich i jednocześnie odkażenia, a następnie wciąż żywe podawane na talerzu „pożeraczowi”, który sam odseparowuje głowę od reszty ciała, usuwa pancerzyk i co najważniejsze wciąż ruszające się kawałki ciała wkłada do ust i rozgryzając zabija. Głowę zwierzęcia szybko się podsmaża i podaje w ramach przekąski.


Oczywiście nie tylko w Japonii podaje się zwierzęta „na żywo”. Doszukałam się też informacji na temat chińskiej odmiany, czyli Yin Yang Fish. Żywą rybę smaży się na głębokim oleju, a jej głowę owija w wilgotną szmatkę by utrzymać ją przy życiu i móc podać wciąż żywą na talerzu. Najgorsze jest to, że gdy opowiadałam o tym wczoraj na meczu Stelli, powiedziała mi, że słyszała o tym, co gorsza, w Chinach w podobny sposób podaje się psy. Obdzierając je na żywca ze skóry, później gotuje się i smaży… M-A-S-A-K-R-A!! A wszystko to pod nazwą Yulin- jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej, to możecie wpisać sobie w Google. Ja wpisałam, żeby sprawdzić, czy to prawda- same obrazki, które wyskoczyły mi w wyszukiwarce jak to zawsze przy wpisaniu jakiegoś hasła, sprawiły, że w ciągu 3 sekund zamknęłam tą kartę. Nie ma szans, żebym to oglądała. Na filmiku poniżej przygotowanie najpierw węża, a potem ryby w ten sposób.


Na koniec jeszcze koreańskie sannakji. Składa się ono z nakji, czyli rodzaju małej ośmiornicy, która pocięta na małe kawałki, oczywiście żywe i ruszające się, podawana jest zazwyczaj z sezamem i olejem sezamowym. Można również spotkać sannakji w postaci całej ośmiornicy, a w zasadzie to jej dziecka, wijącego się na talerzu. Przy tego rodzaju posiłku trzeba uważać na wciąż „aktywne” przyssawki na ramionach zwierzęcia, które przy połykaniu mogą przyssać się do przełyku lub jamy ustnej, co powoduje zadławienia.

W ramach podsumowanie nasuwa mi się pytanie, co człowiek jest w stanie zrobić, by sobie dogodzić? Oczywiście jestem świadoma tego, że tutaj to jest kwestia długoletniej tradycji, kultury i trzeba to szanować, jednak osobiście jest to dla mnie okrutne i nie mam zamiaru udawać, że jest inaczej. Przygotowywanie zwierząt do zjedzenia, gdy te jeszcze żyją, czy na siłę podtrzymywanie ich przy życiu mimo tego, że wycinane są im wnętrzności powinno być zabronione. I zresztą jest, na przykład w Niemczech i Australii, gdzie ikizukuri i sannakji jest zwyczajnie nielegalne- i dobrze.


Jeżeli podobał Wam się wpis zachęcam do klikania serduszka w lewym górnym rogu oraz komentowania 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *