Nara-132 kg złota i 495 ton brązu

Jak to jest z tą Koreą Północną?
Wrzesień 15, 2017
Zbiory ryżu w Japonii- fotogaleria
Październik 12, 2017
Pokaż wszystkie

Nara-132 kg złota i 495 ton brązu

Nara to pierwsza stolica Japonii. Mogliście już przeczytać w czerwcowym wpisie, że słynie w dużej mierze z tego, że zamieszkuje ją ponad 1200 dziko żyjących jeleni sika. Są takie osoby jak ja, dla których same te zwierzaki i możliwość wejścia w interakcje z nimi byłyby wystarczającym powodem do poświęcenia jednego dnia w Kioto i przejechania się 45 minut do miasta oddalonego o niecałe 40 km. Czy jest jednak coś jeszcze, co warto zobaczyć w Narze? Oj zdecydowanie! I to ile…

Na zobaczenie Nary, przy dobrej organizacji czasu wystarczy tak naprawdę jeden dzień. My nie wstawaliśmy nawet bladym świtem. Spokojnie o 9 zjedliśmy śniadanie w hotelu w Kioto, a w Narze byliśmy dopiero około 11. Muszę tu jednak napisać, że Muzeum Narodowe, do którego nie weszliśmy, otwarte jest jak większość atrakcji turystycznych w Japonii, do godziny 17, a ostatnie wejście jest o 16:30. To samo tyczy się świątyń, które zamykane są w przedziale 16:45-17:30 latem, a nawet trochę wcześniej w okresie jesiennym i zimowym. Warto mieć to na uwadze przy planowaniu tej wycieczki.

Daibutsuden- główny pawilon Tōda-ji

Gdy pierwsza fala ekscytacji związanej z chodzącymi wokół nas jelonkami minęła ruszyliśmy do buddyjskiej świątyni Tōdai-ji. Do dziś jest główną świątynią odłamu Kegon. Została ona wzniesiona w 752 roku przez cesarza Shōmu, który wyrzekł się swojego świeckiego życia i postanowił zostać mnichem. Budowę zlecił już w 734 roku, jednak ukończono ją i poświęcono świątynię dopiero po 18 latach. Daibutsuden, bo tak nazywa się ten pawilon, miał zmieścić w sobie największą na świecie, wykonaną z brązu, a następnie pozłoconą, figurę Daibutsu Vairocanę- czyli Buddę, który „świeci swym blaskiem poprzez świat jak słońce”. Po bokach budynku stanęły dwie, 7 kondygnacyjne pagody, których niestety teraz nie możemy już podziwiać. Wszystko to przez liczne klęski żywiołowe i pożary, które przez lata niszczyły teren świątynny. Ostatni raz Tōda-ji odbudowano w 1708 roku, kiedy to też zmniejszono jej powierzchnię o około 33%. To jak pierwotnie wyglądał obiekt możemy zobaczyć na makietach ustawionych w głównym pawilonie, które w skali 1-50 oddają pierwotny obraz świątyni.

Makieta przedstawiająca Tōda-ji w 752 roku

Makieta Daibutsuden

Z VIII wieku pochodzi jedynie rzeźbiona z brązu latarnia oraz Wielka Południowa Brama Nandai-mon, która w większości również została zrekonstruowana, po tym jak w XII wieku uszkodził ją tajfun. Brama ta pokryta jest podwójnym dachem i ma aż pięć przęseł, a w filarach znajdują się strażnicy Niō. Jeden z nich ma usta zamknięte, a drugi otwarte, co ma symbolizować koniec i początek życia. Pomimo tego iż główny pawilon świątyni, jak już pisałam, został pomniejszony przy ostatniej odbudowie o około jedną trzecią, to do dziś dzień stanowi jeden z największych drewnianych budynków na świecie. Ma on 57 metrów długości, 50 m szerokości i 48 m wysokości. Nic w tym dziwnego- musi w końcu pomieścić w sobie największą na świecie rzeźbę z brązu 😉

Brama Nandai-mon

Kolos ten również był wielokrotnie niszczony i odrestaurowywany. Budda dwukrotnie tracił swoją 5 metrową głowę podczas trzęsienia ziemi. Wyobrażacie sobie zwiedzanie świątyni podczas gdy nagle spada na dół 5 metrowa głowa? 😀 Sam posąg ma w sumie 15 metrów wysokości, waży 495 ton (!), a do pokrycia go złotem potrzebnych było 132 kg kruszcu. Dokładne wymiary niektórych partii jego ciała możecie znaleźć na zdjęciu biletu poniżej 😉

Kolejnymi atrakcjami w Daibutsuden są figury Kannon- po lewej Nyoirin Kannon spełniający prośby, a po prawej Kokuzo Kannon, będący symbolem mądrości. W pawilonie znajdują się również dwaj z czterech Niebiańskich Strażników- Tamon-ten oraz Kōmoku-ten.

Po prawej stornie od Daibutsu wznosi się ogromny filar, z dziurą na dole. Mówi się, że jest ona wielkości dziurki w nosie Buddy. Słup ten ma być początkiem drogi do oświecenia, lub jak inni mówią początkiem drogi do raju, jednak tylko dla tych, którym uda się przecisnąć przez mieszczącą się w nim dziurę😉Przed wyjściem z pawilonu ustawiona jest jeszcze drewniana rzeźba jednego z 16 Arhatów, wykonana w XVIII wieku. Mówi się, że gdy ktoś dotknie której z części ciała rzeźby, a następie dotknie tej samej na swoim ciele to zostanie ona wyleczona, jeżeli coś jej wcześniej dolegało.

 

Powiem szczerze, że sam Budda nie wywarł na mnie aż tak ogromnego wrażenia. Może dlatego, że był zabudowany? W liczbach wygląda to naprawdę imponująco, jednak gdy doszliśmy już do środka, to nie było, przynajmniej dla mnie, tego efektu WOW! Z tego też powodu, gdy dowiedziałam się, że posąg w Kamakurze był w lipcu chwilowo zabudowany to zrezygnowałam z wycieczki w tamtym momencie, żeby nie pozbawić się tego oczekiwanego efektu i widoku.

 

Na wschód od głównego pawilonu Tōda-ji znajduje się ustawiona na palach, należąca również do kompleksu świątynnego, Nigatsudō, Pawilon Drugiego Miesiąca. By do niej dotrzeć musieliśmy pokonać dość sporą liczbę, a może i ilość ( 😛 ) schodów. Przebudowana w XVII wieku, ma przepiękny taras, z którego rozpościera się widok na całe miasto. W środku znajdują się figury Kannon, jednak oglądać mogą je jedynie ci ważniejsi kapłani 😉 Jeżeli ma się jednak trochę więcej czasu, to warto poświęcić chwilę by zaliczyć również ten budynek, bo widok z jest naprawdę ujmujący, a i ładne zdjęcia można porobić 😉 Z Nigatsudō ruszyliśmy do świątyni Kasuga Taisha. Po drodze minęliśmy jeszcze dzwonnicę, w której zawieszony jest dzwon z 752 roku, który również został uszkodzony podczas jednego z tajfunów i ponownie odlany w 1239 roku.

Dzwon z 752 roku

By dojść do kolejnego punktu naszej wycieczki, czyli świątyni Kasuga Taisha spacerowaliśmy sobie około 30 minut drogą w lesie, wzdłuż której poustawiane były wielkie, porośnięte mchem kamienne lampiony, zapalane tylko dwa razy w roku podczas festiwalu Mantoro. Odbywa się on od 14-15 sierpnia oraz 3 lutego. Pomiędzy kamiennymi lampionami wyglądały na nas co chwilę głodne jelonki, których oczywiście nie omieszkaliśmy karmić co kilkanaście metrów 😉

Kasuga Taisha położona jest u stóp gór Mikasa i Kasuga. To właśnie na nich, zgodnie z wierzeniami, pojawiały się kiedyś bóstwa kami. Znana jest przede wszystkim z 3000 lampionów znajdujących się na jej terenie, ze stylu architektonicznego, w którym jest zbudowana (został on nawet specjalnie nazwany kasuga-zukuri) oraz rosnących wiosną na jej terenie, fioletowych łańcuchach kwiatów glicynii. Wspomniane lampiony fundowane były przez setki lat przez wierzących. Jedne są kamienne, inne wykonane z brązu. Jedne stoją, inne wiszą. Aż 1600 z nich zwisa z okapów pawilonów. Świątynia ta jest też miejscem modłów o pokój i dobrobyt dla wszystkich ludzi na świecie. Teren świątyni znajduje się na liście UNESCO. Znalazł się na niej zarówno las pierwotny, na skraju którego położona jest świątynia, jak i sam kompleks. Opisywana wcześniej Tōda-ji również znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturowego.

Kasuga Taisha- pawilon Honden

By wejść do głównego sanktuarium Kasuga Taisha trzeba zapłacić 500 jenów za osobę dorosłą. Znajduje się tam między innymi główny pawilon Honden, będący japońskim Skarbem Narodowym, korytarze pomiędzy budynkami, w środku których porozwieszane są kolejne złote lub wykonane z brązu lampiony oraz Mikasayama- Ukigumonomine Yohajio, czyli miejsce, w którym znajduje się wejście na górę Mikasa. Wejście na nią jest jednak zabronione dla „zwykłych ludzi”, stąd oddają oni swoją cześć właśnie przy tej bramie.

Tori prowadząca na górę Mikasa

Jeżeli ktoś zastanawiałby się czy warto płacić te dodatkowe 500 jenów by wejść do serca Kasugi to od razu mówię, że warto! Wiszące złote lampiony, pomarańczowe balustrady i zdobienia tworzą piękny obrazek, który na długo zostaje w głowie. Wszystko to dopełnia jeszcze ponad 1000 letni cedr japoński, który rośnie na samym środku dziedzińca, wśród zagrabionych perfekcyjnie we wzory malutkich kamyczków.

Kończąc naszą wycieczkę spędziliśmy jeszcze niezapomniane chwile na lodach z jednym z jeleni, który za wszelką cenę próbował okraść chińskich turystów oraz wymusić na nas podzielenie się z nim lodami 😀 Wybitnie go również ciekawiło, co mieliśmy w plecakach. Gdy szliśmy już w kierunku stacji przeszliśmy jeszcze obok pagody i pawilonu Tōkon-dō należących do świątyni Kōfuku-ji. Ta pięciopiętrowa, 50 metrowa pagoda również została uznana za Skarb Narodowy Japonii.

Podsumowując krótko te dwa wpisy o Narze. Jest to miasto do którego moim zdaniem TRZEBA się wybrać będąc w Japonii. Naprawdę, poświęcenie jednego dnia w Kioto, w którym piąta czy szósta z kolei świątynia zaczyna się robić taka sama jak te poprzednie, warte jest odwiedzenia pierwszej stolicy Japonii. Samo umieszczenie tych miejsc na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO o czymś świadczy 😉 Zarówno kulturowego jak i przyrodniczego. A zwiedzanie świątyń można jednocześnie połączyć z zabawą z jelonkami. Dla mnie idealna sprawa 😊


Jeżeli podobał Wam się wpis zachęcam do klikania serduszka w lewym górnym rogu oraz komentowania 🙂

8 Komentarze

  1. Oliwia napisał(a):

    Cudowna Nara

  2. MAGDA napisał(a):

    Przekonujące! Architektura japońska jest pociągająca, a ta brama…coś pięknego. Świetnie prezentują się też ci strażnicy Planując japoński wyjazd poważnie zastanowię się nad jednym dniem w Narze

  3. Agnieszka Trolese napisał(a):

    Cudnie. Tylko, żeby ta głowa Buddy na mnie nie spadła jak tam będę 🙂 a całkiem serio świetny wpis i dużo ciekawych informacji!!

  4. Karolina napisał(a):

    Marzą mi się takie dalekie podróże , a najbardziej Tajlandia i Kambodża Na razie muszę zadowolić się Europa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *