Za co nie lubię Japonii?

Co zobaczyć w Kioto – atrakcje, porady, wskazówki
Maj 19, 2018
Okonomiyaki- przepis na idealne spotkanie ze znajomymi
Czerwiec 23, 2018
Pokaż wszystkie

Za co nie lubię Japonii?

Zwykle piszę tylko o tym co w Japonii jest fajnego. O pięknych atrakcjach turystycznych, przepysznej kuchni, o tym na jak wysokim poziomie są świadczone w tym kraju usługi i po prostu o tym jak wygodnie się tu żyje. Jednak gdy mieszka się w pewnym kraju przez dłuższy czas, w moim wypadku zaczął się już czwarty rok(!), to zauważa się także te mankamenty, których turyści przyjeżdżający na 2 tygodniowe wycieczki nie mają po prostu jak zauważyć. Żeby nie było więc, że wszystko jest takie „oh i ah” to dzisiaj wrzucam moje przemyślenia na temat tego, za co nie lubię Japonii. Robiąc sobie wcześniej listę aż sama się zdziwiłam, że jest tego aż tyle.

 

  1. Pieczywo

Naprawdę ciężko jest się przestawić z pysznego chleba od Poloczka (mieszkający na Śląsku pewnie wiedzą o czym mówię 😉 )na dmuchane bułki i maślaną chałkę, która traktowana jest w Japonii w kategorii chleba. Generalnie mam wrażenie, że w wielu krajach poza Polską pieczywo smakuje zupełnie inaczej niż u nas, jednak przestawienie się na jedzenie prawie dzień w dzień chleba tostowego chwilę mi zajęło. A jak już nawet trafi się coś, co na pierwszy rzut oka wygląda na pyszny, świeży chlebek z chrupiącą skórką, to następnego dnia jest już nie do ugryzienia. Dlatego zawsze przed przylotem do Polski moja rodzinka doskonale wie, że na śniadanie trzeba kupić świeże bułki, bo czekam na nie z utęsknieniem 😀

  1. Lato

Czy da się jakiegoś kraju nie lubić za lato? Haha, jak widać da się! W regionie, w którym mieszkamy, na wyspie Honsiu w prefekturze Shizuoka lato jest bardzo gorące. W dodatku po porze deszczowej przypadającej na połowę czerwca/początek lipca wilgotność powietrza sięga zenitu. Pranie nie schnie. Słońce jest naprawdę bardzo ostre, po jakichkolwiek opadach deszczu jest tylko jeszcze bardziej duszno. Bez klimatyzacji w mieszkaniu nie da się funkcjonować. W dodatku dni wcale nie są zbyt wiele dłuższe od tych wiosną czy jesienią. Cera robi się paskudna, włosy cierpią- tak, tak, wiem Panowie, Wy nie rozumiecie tego problemu, ale Panie które to czytają na pewno wiedzą o czym mówię. Najlepsze miesiące w Japonii to kwiecień, maj, wrzesień i październik! Wtedy jest tu super, trochę jak u nas latem.

  1. Zasady

Jak pewnie wszyscy doskonale wiedzą Japonia słynie ze swojego skrajnie poukładanego i wypełnionego przeróżnego rodzaju zasadami życia. W wielu przypadkach są one do po prostu idiotyczne, ale ktoś je kiedyś wymyślił i teraz wszyscy ślepo się ich trzymają. Wszystko jest usystematyzowane i opisane aż do tego stopnia, że w toaletach w stylu zachodnim (normalna ubikacja, a nie dziura w ziemi) wywieszone są na przykład instrukcje, jak z tej toalety skorzystać 😀

how to use toilet japan

Przykład trzymania się zasad z klapkami na oczach? Nie wolno wchodzi do basenu odkrytego w okularach przeciwsłonecznych. Dlaczego? Bo mogą się potłuc. Ale one są plastikowe, nie stłuką się. Ale są okularami- nie wolno! Kolejny przykład? Idziemy do restauracji. Nie jestem jakoś wybitnie głodna w związku z czym decyduję się na porcję dla dzieci, bo z założenia powinna ona być mniejsza. Gdy pokazuję pani kelnerce co chcę zjeść ona odpowiada, że to dla dzieci. Mówię jej Daijoubu! To takie japońskie „no problem”. Niestety problem był. Ja nie jestem dzieckiem, to danie jest dla dzieci, nie mogę go zamówić. Bezsens.

Następnym problemem jest parkowanie. Zaparkować można TYLKO na wyznaczonych do tego miejscach. Namalowane linie, pociągnięte sznurki, cokolwiek byleby było widać, że to miejsce parkingowe. W większości wypadków wygląda to tak, że dookoła tych wszystkich zajętych miejsc zmieściły by się bez najmniejszego problemu jeszcze kolejne 3-4 auta, jak nie więcej, ale nie. Nie wolno. Ktoś ten parking wyznaczył tak, a nie inaczej i trzeba się tego trzymać. Pamiętam jakim eldorado pod tym względem jest zawsze powrót do Polski. Jak nikogo nie zastawisz to po prostu parkujesz. Chyba, że jest zakaz. Fajną sytuacją było to jak zimą zjechaliśmy się do Polski razem z naszymi przyjaciółmi, którzy wtedy mieszkali w Grecji. Dla nich Polska wydawała się być skrajnie restrykcyjna, a dla nas była totalną samowolką 😀 Z drugiej strony gdy polecieliśmy do Aten to tam na ulicach odbywał się kompletny Sajgon.

  1. Podważanie czyjegoś zdania

W Japonii nie wolno podważać zdania jakiegokolwiek urzędnika państwowego, lekarza czy policjanta. Po prostu NIE WOLNO. Choćby mówił totalne bzdury, choćbyśmy wiedzieli, że to wszystko co robi można by zrobić 10 razy szybciej i łatwiej. Nie, nie wolno mu nawet zwrócić uwagi. Byłam kiedyś u lekarza. Miałam gorączkę, bolało mnie gardło, zatykało mi uszy i czułam, że jak zwykle u mnie przy przeziębieniach coś niedobrego dzieje się w zatokach. Poszłam do tego lekarza z naszym tłumaczem by nie było problemów z komunikacją. Lekarz przepisał mi tabletki przeciwbólowe.

Mówię:

-George, ja wiem jak zazwyczaj wyglądają moje przeziębienia, wiem, że za 3 dni wrócimy tu i będziemy musieli prosić o kolejne leki i przebadanie mnie raz jeszcze.

– Nie, nie Natalia, lekarz wie co mówi, nie będę podważał jego diagnozy.

– Ale ona jest błędna!

– Nie, nie, on wie co mówi.

Wyszłam z tabletkami przeciwbólowymi i osłonowymi na wątrobę. 2 dni później było już tylko gorzej i wyleczyłam się znalezionymi w szafce zapasami polskiego Theraflu.

Kolejna sytuacja z przed 2-3 miesięcy. Japońscy pracownicy Urzędu Imigracyjnego zapomnieli wysłać jakieś dokumenty pozwalających mi na wjazd do Japonii na podstawie wizy małżeńskiej. Mieli coś wysłać, nie wysłali, co dla naszego tłumacza było sporym zaskoczeniem. W początkowej wersji kazał mi na lotnisku tłumaczyć, że chcę wjechać na wizie turystycznej, a dwa dni później pojedziemy ją zmienić, bo urzędnicy w Hamamatsu popełnili poważny jak na japońskie standardy błąd i nie wysłali czegoś w odpowiednim terminie. Dzień przed moim wylotem wersja się jednak zmieniła 😀 „Natalia, nie mów, że to z ich powodu jest taka sytuacja. Przeproś, że nie udało się tego wszystkiego wcześniej załatwić i obiecaj, że zaraz po weekendzie pojedziemy do Urzędu i wszystko załatwimy. Nie mów, że to ich wina żeby nie było problemów.”

  1. Język angielski

A w zasadzie jego brak. Po prostu. Znalezienie w Japonii osoby, która mówi po angielsku to jak szukanie igły w stogu siana. Niestety. W porównaniu do Polski czy innych krajów, w których bywałam, to w Japonii z językiem angielskim jest zdecydowanie najgorzej. Po angielsku czasem uda się zamienić 2-3 zdania z emerytami, którzy w ramach zajęcia czasu zaczęli uczyć się języka, albo z małymi dziećmi. Osoby pomiędzy 15-50 rokiem życia zwykle nawet jeżeli coś rozumieją to dla świętego spokoju i w strachu przed popełnieniem błędu przy odpowiedzi wolą udawać, że nie rozumieją nic. Zupełnie nic.

  1. Podejście do zwierząt

Gdy pierwszy raz usłyszałam o tym, że zwierzęta w schroniskach wytrzymują tydzień to myślałam, że to jakiś mało śmieszny, chory żart. Niestety nie. Jeżeli w Japonii pies lub kot trafi z ulicy do schroniska, a po tygodniu nie znajdzie się jego właściciel lub nowy dom, który chciałby go zaadoptować to zostaje po prostu uśpiony. Tak. Po TYGODNIU! Z drugiej strony jak ktoś już ma psa, to zdecydowana większość tych psów, ponieważ są małe, wychodzi na spacer 3-4  razy w tygodniu. Jak to? Po prostu. Uczone są sikać i załatwiać swoje potrzeby w domu na matach pochłaniających zapach. Nie są uczone wychodzenia na dwór przez co większość z nich nawet nie ma ochoty wychodzić na spacery :/ a jak już wychodzą to bardzo często poubierane w jakieś bezsensowne ubranka lub jadą na ten spacer w wózku(!!!)

Kolejnym przykładem zabijania zwierząt jest coroczna rzeź delfinów. Wyspecjalizowana grupa rybaków zabija w zatoce Taiji nawet do 2 tysięcy tych wspaniałych stworzeń. Cały dokument na ten nazywa się „Zatoka delfinów”. Warto zobaczyć.

No i ostatnia kwestia, która w tym momencie przychodzi mi do głowy. Ikizukuri. To już dla mnie jest po prostu bestialstwo. Możecie o nim przeczytać w moim wcześniejszym wpisie:

http://miss-gaijin.pl/zabojczo-swieze-ikizukuri/

  1. Podejście do kobiet

Temat dość trudny. Silna, niezależna kobieta, ze swoim zdaniem, którego nie boi się głośno wygłosić to biały kruk. Traktowanie kobiet i mężczyzn na równym poziomie również raczej nie istnieje. Kobiety są od sprzątania, zajmowania się domem i wychowywania dzieci. A no i jeszcze od czekania na męża aż wróci do domu. Ale z kolacją! Mężczyźni chodzą do pracy, bardzo często po niej idą się jeszcze napić ze współpracownikami, wracają do domu, zasypiają w ciągu 5 minut i wcześnie rano znowu wychodzą. W samej tej pracy również kobiety na podobnych stanowiskach, o ile w ogóle uda się już im na nie awansować, nie są traktowane na równi i nie otrzymują równego wynagrodzenia co mężczyźni. Czasem wręcz o połowę mniejsze.

Pamiętam w jakim szoku wszyscy byli, gdy rozmawiając o domowych obowiązkach mówiłam, że Krzysiek zmywa naczynia. Albo, że jak sprzątamy to wspólnie. Mężczyzna? Sprząta? Pomaga? Może jeszcze różne ważne decyzje podejmujecie wspólnie? Zła kobieta ze mnie.

Na koniec zeszłego roku gdy Krzysiek był nominowany do nagrody za bramkarza sezonu byliśmy na gali J League w Jokohamie. Byłam tam w zasadzie jedyną kobietą. Przed galą pracownik oddelegowany przez Ligę przyjechał do Iwaty i zapytał kto z zawodników będzie chciał wybrać się na tę imprezę z osobą towarzyszącą. Krzysiek w zasadzie bez zastanowienia powiedział, że oczywiście zabierze ze sobą mnie i tłumacza. Było to i dla Niego i dla mnie czymś naturalnym. Napisałam od razu do żony jednego z zawodników Jubilo, czy ona też jedzie, w co się ubiera, jak się zorganizujemy. Moje zdziwienie, gdy odpisała mi, że jej mąż nie będzie chciał zabrać jej ze sobą było naprawdę duże. Pytam jak to? Dlaczego? „Kobiety w takich miejscach nie są mile widziane.” Pomyślałam sobie- wiecie co? Mam Was w dupie. Krzysiek może odebrać jedną z ważniejszych nagród, jakie do tej pory udałoby Mu się zdobyć, a mnie ma tam nie być?!

W dniu gali, gdy przyjechaliśmy na miejsce okazało się, że faktycznie byłam jedyną partnerką, która przyjechała z którymkolwiek z zawodników. Podczas zamkniętego bankietu dla sponsorów, zawodników, mediów i przedstawicieli Ligi byliśmy razem. Za tak zwanymi kulisami również.Jednak na galę wchodziliśmy już osobno. Ba! Nawet musieliśmy jechać osobno. Podczas samego wręczenia nagród również siedziałam w innym miejscu, sporo oddalonym od centrum wydarzeń. Tam spotkałam się jeszcze z 4-5 innymi żonami zagranicznych zawodników. Ale tylko tych zagranicznych! Nie było tam żadnej Japonki. Gdy na koniec przekazaliśmy organizatorom, że sposób w jaki to wszystko rozegrali był co najmniej nie na miejscu wydawali się być bardzo zdziwieni.

Podobna sytuacja miała miejsce gdy po jednym z meczów wpadliśmy na kolację do restauracji znajomego z dwoma zawodnikami i ich rodzinami. Po jakimś czasie znalazł się też na niej Przewodniczący Rady Nadzorczej jednego z miejscowych banków. Swoje wizytówki i uściśnięcie dłoni podarował tylko mężczyznom. Po co kobiecie się przedstawić? Tak samo zresztą często wygląda w innej restauracji w Hamamatsu. Gdyby nie to, że mają naprawdę pyszne jedzenie przestałabym tam chodzić. Gdy zjawia się właściciel i zauważa, że wychodzimy podchodzi przywitać się i podać rękę Krzyśkowi. Mi ewentualnie delikatnie skinie głową. Choć wygląda w tym czasie na takiego, który najchętniej w ogóle by tego nie robił.

Dla Japończyków sporym zaskoczeniem jest również to, że sama podróżuję po Japonii. Że nie boję się (!) wsiąść w auto i przejechać nim 100-150 km w miejsce, które chciałabym zobaczyć. Jak to? Natalia? Dziewczyna? Sama?! Nie boi się??!! Wow!!!


Oczywiście wszystkie te minusy w zestawieniu z pozytywami mieszkania w Japonii szybko bledną. Jest to wspaniały kraj, z bardzo poukładanymi, POMOCNYMI i uprzejmymi ludźmi. Czasem może aż za bardzo 😉 Jedyne kwestie, nad którymi uważam, że powinni popracować to podejście do kobiet i zwierząt. Aż sama dziwnie się czuję zestawiając to tutaj w jednym zdaniu. Jednak wydaje mi się, że póki tutejsze kobiety same nie zrozumieją, że mogą poczuć się silne i niezależne i nie mogą sobie pozwalać na takie traktowanie to nikt na siłę w nich tego nie zmieni. Może niektórym nawet jest tak wygodniej? Nie wiem… Gorzej ze zwierzętami. One niestety w starciu z ludźmi są bezsilne. I tak, ja wiem, że to w dużej mierze jest część ich kultury, ich podejście do życia, do zwierząt, ale chyba mam prawo mieć na ten temat swoje zdanie? 😉

22 Komentarze

  1. Minie napisał(a):

    Strasznie smutne. Szczególnie nie wiedziałam, że tak wygląda sprawa ze zwierzętami i stosunku do płci.

  2. Paulina napisał(a):

    Omanu bardziej chyba da się nie lubić za lato :-))

    Jak przeczytałam o podejściu do zwierząt… o matko… okropieństwo :-((
    Tak samo podejście do kobiet. Niby nowoczesny kraj, ale chyba jednak niekoniecznie jak tak czytam :-O

  3. Zawsze chciałam odwiedzić Japonię – ale sadząc po Twoim artykule, na pewno nie mogłabym mieszkać tam na stałe. Mam niewyparzoną „gębę”, mówię co myślę – i nie wytrzymałabym ani męskiej dominacji, ani tych wszystkich śmiesznych zasad.

    • Natalia napisał(a):

      haha to widzę mamy podobnie 😛 ale uwierz, da się z tym żyć 🙂 po prostu trzeba być sobą, a oni też starają się to szanować

  4. NewEnglandBlog napisał(a):

    Przerażający jest ich stosunek do zwierząt i kobiet. Jak człowiek podróżuje i przebywa chwilę w danym kraju często nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy.

  5. Wcześniej już przejmująco czytało mi się o stosunku Japończyków do zwierząt, teraz się do potwierdza niestety.

  6. TosiMama napisał(a):

    Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy lubię Japonię. Po przeczytaniu Twojego tekstu raczej jej nie polubiłam.

    • Natalia napisał(a):

      W takim razie zapraszam też do przeczytani innych wpisów- gwarantuję, że chociaż zastanowisz się nad zmianą zdania 🙂

  7. Bodych Travellers napisał(a):

    Sporo zachowań, o których piszesz jest dość charakterystyczna dla całej Azji.
    Wiedziałam o większości kwestii, które poruszyłas. Przyznam jednak, że nie sądziłam, że kobiety nie są mile widziane na takich eventach (przykre to bardzo) lub, że samotnie podróżująca kobieta wywołuje zdziwienie. Widzieliśmy takich sporo – Japonek i nie sądziłam, że to wyjątki. Uścisk dłoni z kobietą jest dość ryzykowny. Ponoc są wysokie kary za dotknięcie kobiety bez pozwolenia, więc unikanie kontaktu niezawsze musi wynikać z lekceważenia:).
    Z angielskim to taki trochę trudny temat. słyszałam I czytałam o tym, ale na miejscu odniosłam zupełnie inne wrażenie. Może miałam szczęście::D. Super blog, będę zaglądać regularnie.
    Zapraszam też do siebie. http://www.bodychtravellers.com

    • Natalia napisał(a):

      Tu chyba kar za dotknięcie kobiety nie ma, tym bardziej przy podawaniu ręki 😛 jeśli chodzi o angielski to zazdroszczę, że po wizycie masz zupełnie inne odczucia 😀 dzięki za komentarz i chętnie zajrzę do Ciebie 🙂

  8. Nasz Mały Świat napisał(a):

    Skąd ja to wszystko znam… Pamiętam jak jeszcze mieszkając w Japonii za dziecka nie mogłam ogarnąć tego, że nie ma normalnego chleba, jak w Polsce i zaczęłyśmy jeść „francuskie” bagietki. Na Okinawie, co wieczór przed spaniem chodziłyśmy do suszarni, żeby suszyć pościel. 🙂 Z językiem nie było problemu, bo akurat japoński znamy, ale z tym, żeby nie podważać ich zdania i nie mówić bezposrednio o swoich pragnieniach, uczuciach i w ogóle, żeby mieć swoje zdanie, to chyba najgorsze dla mnie + traktowanie zwierząt… /Diana

  9. Ł | KzP napisał(a):

    Dziękuję za te kilka zdań. Naprawdę przyjemnie czytać. Już się z niektórymi aspektami wspomnianymi przez Ciebie spotkałem. Przed każdym wyjazdem do Tajpej jest mi wbijane do głowy jak mantra, że nie mogę podważać zdania osób z większym stażem lub na wyższym stanowisku. Nie łatwo się negocjuje. Kiedyś przez spóźnienie na spotkanie z wysokiej rangi pracownikiem jednej z większych firm w Japonii pogorszyły się stosunki handlowe. Naprawdę trzeba uważać. Kwestię związaną z kobietami zostawiam bez komentarza, bo myślę, że trzeba wtopić się w kulturę, żeby obiektywnie ocenić.

    • Natalia napisał(a):

      Faktycznie ciężko musi być negocjować nie mogąc podważyć czyjegoś zdania/opinii. Ciekawa jestem w takim razie jak sobie z tym radzisz? 😀

  10. Kinga Ł napisał(a):

    hej, bardzo ciekawy artykuł, bardzo lekko się czyta. Fakt temat zwierząt zmroził mnie.

  11. Filip napisał(a):

    Czytałem ostatnio o sprawie kobiet u W Krainie Tajfunów i byłem naprawdę, naprawdę zaskoczony :/. Żeby aż tak!

  12. bardzo niefajne traktowanie kobiet :/ (co prawda wiem – co kraj, to obyczaj – no ale jednak… w zestawieniu z europejskimi standardami Japonia pod względem równości płci wypada naprawdę blado). a ikizikuri też jest w sumie dość obrzydliwe… no i jeszcze absolutny brak podważania zdania osoby wyższej rangą (czyli w sumie wyrażanie swojego zdania jest dość nie na miejscu). jak dla mnie słabo…

    btw. też mam tak, że wolę wiosnę/jesień (ze wskazaniem na tę drugą) od lata. Minus tylko taki, że w PL /i w większości Europy/ jesienią dni już są sporo krótsze ;/

  13. Marta napisał(a):

    Jestem zaskoczona szczególnie brakiem osób mówiących po angielsku… Naprawdę jest aż tak źle? Jak sobie z tym radzisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *