Czy to najdziwniejszy japoński festiwal?

Natalia
6 komentarzy
Czy to najdziwniejszy japoński festiwal?

Japonia dzięki swojej skrajnie odmiennej kulturze intryguje i zachwyca obcokrajowców. Jednym z jej elementów są festiwale- religijne, ale nie tylko. Ten, o którym przeczytacie dzisiaj odbywa się przy szintoistycznej świątyni Mitsuke Tenjin w mieście Iwata. Spokojnie może startować w konkursie na “najdziwniejszy japoński festiwal” gdyż było to jedno najbardziej surrealistycznych doświadczeń, jakie przeżyłam w tym kraju przez ostatnie 5 lat.


Po relację i filmiki ze wszystkich dni festiwalu zapraszam Was na mojego Instagrama!


Hadaka Matsuri, bo tak po japońsku nazywany jest “nagi festiwal”, był chyba pierwszym, w którym brałam udział, gdy 5 lat temu przyjechaliśmy do Iwaty. Nie miałam wtedy jednak pojęcia o tym, że to nie tylko stragany ze street foodem i dziwnie poubierani faceci. W kwestii poznawania Japonii dopiero raczkowałam i sam fakt tego, co działo się na ulicach był już dla mnie na tyle nowy i egzotyczny, że nie zagłębiałam się specjalnie w temat. Drugi raz, jakieś 2 lata później przeszliśmy się tylko po meczu główną ulicą w dzielnicy Mitsuke, zjadłam watę cukrową i szybko uciekaliśmy do domu. Wydawało nam się, że przecież widzieliśmy już wszystko dwa lata wcześniej. Nie sądziłam, że nie widzieliśmy nawet 1/10. W tym roku po raz pierwszy udało mi się wziąć udział w zasadzie we wszystkich ceremoniach związanych z tym festiwalem. Okazuje się, że nie odbywa się on tylko w weekend, a całe obchody trwają 8 dni. Zaczęło się od przeglądania strony internetowej świątyni, przy której byliśmy na spacerze w ciągu tygodnia. Niedziela, późny wieczór, zadziałał Google Translator. Za 30 minut zaczynają “oczyszczanie miasta”. Jedziemy!

Dzień 1 – oczyszczanie miasta

Gdy przyjechaliśmy na miejsce, do świątyni Mitsuke Tenjin, znajdującej się jakieś 10 minut samochodem od naszego mieszkania, na miejscu nie było jeszcze zbyt wielu osób. Była 21:45, a oczyszczanie miało się zacząć o 22. Powoli schodzili się kolejni mężczyźni i chłopcy ubrani na biało i w sportowych butach. W związku z tym, że sama obecność Krzyśka i to, że jednak byliśmy tam jedynymi “nie-japończykami” wzbudzała wśród miejscowych nie lada zainteresowanie, to udało nam się od nich dowiedzieć, że niedługo ma zacząć się bieg. Bieg?

Kilka minut przed 22 ze świątyni wyszli kapłani. Zawiązali swoje słomiane sandały i zaczęli ustawiać się na placu. Chcąc uchwycić na zdjęciach to jak ruszają (przecież nie będę za nimi biegać po mieście) odeszłam trochę do przodu zostawiając Krzyśka i wszystkich innych na placu przed świątynią. Warto tu zaznaczyć, że w biegu oczyszczającym miasto mogli brać udział tylko mężczyźni i chłopcy. Kręciło się tam kilka dziewczynek w wieku powiedzmy licealnym, jednak ubrane były normalnie i tylko obserwowały to, co się dzieje.

Równo o 22 zgasły wszystkie światła. Tak dosłownie wszystkie. Nie tylko przy świątyni, ale i w całej dzielnicy Iwaty. Jedynym źródłem światła został lampion trzymany przez pierwszego z  kapłanów. Nawet to, że świecił mi się ekranik w aparacie to było za dużo i jeden z gapiów podszedł do mnie i kazał go wyłączyć. O wyciągnięciu telefonu z dużo większym, świecącym ekranem  nie było nawet mowy. Otaczała nas kompletna ciemność i okrzyki biegnących- “oisho! oisho!”.

Sama świątynia znajduje się na małym wzgórzu. Samochód mieliśmy zaparkowany na parkingu zaraz obok niej. Nie wiedząc czy możemy teraz wyjechać- intuicyjnie wyczuwaliśmy, że włączenie świateł w samochodzie mogłoby być poważnym faux pas, postanowiliśmy zejść na dół za wszystkimi. Po chwili grupka dziewczyn, o których wcześniej wspominałam, podeszła do nas i jedna z nich powiedziała, a raczej napisała w tłumaczu, że “oni teraz będąc biegać, ale wrócą”. Na telefonie drugiej przeczytaliśmy “nie obracać się, bo będzie zły”. Uwierzcie, że jakiekolwiek przepowiednie, przesądy ani inne opowiastki o duchach mogących coś zrobić ludziom na ziemi nie robią na mnie większego wrażenia. Jednak wtedy, w tej kompletnej ciemności, po ceremonii i doświadczając tego typu obchodów po raz pierwszy w życiu, mega wkręciłam się w całą tą atmosferę. Szłam trzymając Krzyśka za rękę i pilnując się by przypadkiem nie spojrzeć w tył.

Kobiety w trakcie miesiączki wywożono w góry

Zeszliśmy na sam dół drogi, gdzie stali mieszkańcy z pobliskich domów. Cała główna ulica była zamknięta, wszędzie ciemno, światło dawał tylko księżyc i podświetlane pałki do kierowania ruchem. Kierowcy samochodów, którzy podjeżdżali byli natychmiastowo proszeni o wyłączenie świateł i kierowani z jednego punktu do drugiego, by wyprowadzić ich ze strefy, w której odbywało się oczyszczanie miasta.

Biegająca “ekipa” musiała pojawić się w 13. różnych punktach dzielnicy. Do świątyni wrócić mieli około 1 w nocy. Tego samego dnia wcześniej, o 14:30,  kapłani i oficerowie świątynni udali się do starej świątyni Mitsuke, po z tego co zrozumiałam, ducha świątyni Mitsuke. Po oczyszczeniu dla niego miasta na najbliższych 8 dni, w dzielnicy nie mogą odbywać się żadne pogrzeby, gdyż nie lubi on “nieczystości”. W dawnych czasach kobiety, które akurat w tych dniach miały miesiączkę, odsyłane były do domów poza miastem lub wywożone w góry. Milusio.

Po kilkunastu minutach stania na dole podszedł do nas starszy Pan, który akurat pracuje też w Jubilo i powiedział nam, że wszystko to jeszcze potrwa dość długo. Była 22:30, a żadna z osób dookoła nas nie była w sumie w stanie określić za ile kapłani wrócą. Powiedzieli nam jak możemy wyjechać spod świątyni tak, by nikomu to nie przeszkadzało i pojechaliśmy do domu. Kolejne obchody miały odbyć się w środę.

Dzień 4 – najdziwniejszy japoński festiwal?

Czas na oczyszczanie na plaży- tym razem ciał i umysłów ludzi biorących udział w festiwalu. Tego dnia, rano, wszystko zaczyna się od kapłanów, którzy wypuszczają do stawu przy jednej ze świątyń “rybę życia”. Ma ona być zadośćuczynieniem za popełnione zbrodnie przeciwko życiu. W ten sposób modlą się oni o to, by festiwal był w tym roku radosny i udany. Następnie wszyscy przenoszą się na plażę Fukude, która tego dnia przepełniona jest mieszkańcami Iwaty.

Na miejsce przyjechałam przed 11. Wszystko zaczęło się od rytuału z udziałem kapłanów, którzy wskakują do oceanu i się w nim czołgają. Najważniejszy z nich wyciąga w tym czasie 12 kamyków, zbiera piasek i wodę, które później przewożone są do świątyni. Gdy kończy się część oficjalna pojawiają się mieszkańcy. I teraz tak- chłopcy i mężczyźni, ubrani jedynie w coś, co wygląda dla nas jak pielucha, a tak naprawdę nazywa się fundoshi, paradują w tym przez całą plażę, niosąc ze sobą bambusowe gałęzie i dzwonki i znowu krzycząc w niebogłosy “oisho! oisho!” . Następnie kąpią się w wodzie. Z czego kąpią to może jednak zbyt duże słowo, skaczą w wodzie tak do kolan, wchodząc sobie co chwilę na barana i oddają się szaleńczemu tańcowi.

Wszystkiemu towarzyszy oczywiście cała grupa kobiet, w tym matek i żon tych paradujących w stringach przedstawicieli płci męskiej, robiąc zdjęcia i nagrywając filmiki. Oczywiście byłam jedną z nich. Na szczęście nie w roli żony. Mąż został bezpiecznie na kanapie w domu 😉 Miłą niespodzianką były dwie dziewczyny kibicujące Jubilo, które przyniosły mi takie specjalne chusty, pokazujące przynależność do danego sąsiedztwa. Warto tu też zaznaczyć, że nie wszyscy razem wparowali nagle do wody. Każda okolica miała swoje stroje i grupami przybywali na plażę, kąpali się (w sensie oczyszczali 😉 ), pokrzyczeli i wracali do przygotowanych wcześniej obozowisk. Są to takie małe pit stopy, w których mogli coś zjeść, napić się, umyć ze słonej wody, a wszystko to w lesie, w którym później odbywała się biesiada i tańce aż do… 14-tej 😀

Dzień 6- tego dnia dla odmiany, znowu się oczyszczamy

Powrót do świątyni Mitsuke Tenjin w Iwacie. Niechcący spóźniłam się 3-4 minuty i gdy podjechałam na parking, na którym zostawialiśmy samochód pierwszego dnia, tym razem znalazłam ostatnie wolne miejsce. Idąc jednak w kierunku świątyni nie słyszałam żadnych głosów. Kompletna cisza. Zbliżając się do głównego placu zauważyłam całą grupę siedzących na ziemi kapłanów. Półmrok i jeden z nich stojący i mówiący coś do reszty. Przez pierwszych kilkadziesiąt sekund zastanawiałam się czy w ogóle mogę tam być. W dodatku po chwili zza rogu wybiegła inna grupa kapłanów, poubierana w kolorowe szaty. Pewnie jacyś ważniejsi 😉 Rozsypywali piasek po prowadzącym na plac chodniku. Już miałam wracać do auta, gdy zobaczyłam starszego pana z aparatem w “cywilnych” ciuchach. Ok, jeżeli on tu jest, to może jednak ja też mogę.

Podeszłam od tyłu i okazało się, że poza mną stało tam jeszcze kilkanaście innych osób, które nie brały udziału w rytuale. Po kilku minutach takiego jakby “kazania” rozdano wszystkim gałązki, którymi mieliśmy machając od lewa do prawa, od głowy aż do stóp w odpowiednim momencie się oczyścić się ze wszystkich złych duchów. Zaraz po zakończeniu gałązkę trzeba było wrzucić do palącego się ogniska. I na tym w zasadzie koniec. Wcześniej, świątynię oczyszczano symbolicznie piaskiem i wodą zebraną w środę na plaży Fukude. Odbywało się to jednak w gronie świątynnych oficjeli.

Dzień 7- taniec demonów, japoński street food i ogólne szaleństwo

Sobotnie obchody rozpoczęły się już o godzinie 18. Wszystko zaczęli młodzi chłopcy, którzy biegali po ulicach poprzebierani w słomiane spódnice i w materiałowych opaskach na głowach. Nazywa się to “treningiem dzieci”. Prawda jest jednak taka, że w tym czasie główną atrakcją festiwalu jest długa ulica w dzielnicy Mitsuke, która pełna jest straganów z japońskim street foodem, atrakcjami dla dzieci i takimi typowymi, odpustowymi pierdołami. Zdecydowana większość z serwowanych przysmaków jest smażona na żeliwnych lub metalowych płytach. Zaczynając od okonomiyaki, przez takoyaki, wszelkiego rodzaju części kurczaka na patyku(od kuperków, poprzez skórkę, szyję i serca, po wątrobę), ośmiornice, kałamarnice, po banany w czekoladzie, jabłka w cukrze i wiele, wiele innych. Nie starczyło by mi tu miejsca żeby wymienić wszystko. A jakie to jest wszystko pyszne!  O popularnych grach i atrakcjach podczas japońskich festiwali mogliście przeczytać we wpisie, który pojawił się u mnie na blogu w pierwszym roku mojego pobytu w Japonii. Link zostawiam TUTAJ.

Tego dnia na festiwal na początku przyjechałam sama. Krzysiek zwykle niewiele ma z takich imprez, bo gdy pierwsza osoba go rozpozna, to do momentu aż się nie zmyjemy do domu zwykle nie ma już życia. A widzicie na zdjęciach jakie są tłumy. Podczas festiwali nie tylko wszyscy jedzą, ale i piją, a wiadomo, po alkoholu odwaga rośnie, a pewnie granice, nawet u Japończyków się zacierają 😉 Chodząc tak przez 2 godziny pomiędzy straganami doczekałam do 21, kiedy to został wystrzelony sygnał rozpoczynający “grupowanie” mężczyzn. Wcześniej przez pół godziny, biorący czynny udział w festiwalu, poprzebierani tak samo jak dzieci-w tego białego pampersa, zakrytego tym razem słomianą spódnicą, biegali od jednego sąsiedztwa do drugiego okazując sobie wzajemnie szacunek. W dużym skrócie: jedne sąsiedztwa są wyższe rangą, inne niższe. Te niższe biegając z lampionami w rękach odwiedzały te ważniejsze, a od 21, w odpowiedniej kolejności, grupowały się i powoli zaczęły udawać w stronę świątyni. Ja kupiłam tylko jeszcze na wynos coś, co wydawało mi się hot dogiem na patyku, a było smażonym i panierowanym serem, okonomiyaka i pojechałam do domu, żebyśmy przed 23 mogli już razem przyjechać i zobaczyć coś, przez co festiwal ten jest jednym z najdziwniejszych japońskich festiwali.

Demoniczny taniec w sali modlitewnej

Od 23:00 do głównej sali modlitewnej zaczynają docierać poszczególne sąsiedztwa. Podzielone są na 3 grupy. Tym samym w środku rozpoczyna się “taniec demona”. Nadzy mężczyźni z lampionami i dzwonkami w rękach, pełni ekscytacji i wykrzykujący na cały głos “oisho! oisho!” tańczą tak przez 1,5 godziny. Oczywiście zmieniają się co jakiś czas, wybiegając zza głównej sali i wpadając ponownie w rozszalały tłum. Dookoła mnóstwo ludzi przyglądających się temu surrealistycznemu zjawisku. Dziwne? Mało powiedziane. Wszyscy kompletnie mokrzy od potu i wody, która rozpylana jest z góry. W środku odczuwalna jest temperatura wrzenia.

Chwilę przed północą na tyłach głównego budynku rozpoczyna się Shinto Watari Odori Festival. Dookoła mniejszej świątyni, w której znajdował się święty duch, kapłani układają 12 kamyczków, owiniętych w papier, zebranych na plaży wraz z piaskiem i wodą. Jest to swego rodzaju ceremonia przed kolejnymi wydarzeniami tej nocy. Oczywiście w głównej sali nadal trwa szalony taniec, a “oisho!” niesie się po całej okolicy. W międzyczasie wokół  świątyni zaczęła chodzić procesja z dużymi lampionami na kijach, która okrążyła budynek trzy razy. Widzielibyście moją zachwyconą minę, kiedy prosiłam Krzyśka, żeby dyskretnie zrobił mi zdjęcie z nimi wszystkimi w tle, a tu nagle 3 panów podeszło do mnie dając mi do ręki lampion i pytając, czy nie chcę też chusty na głowę. Lampion wzięłam, za chustę podziękowałam- można ją było wyciskać jak szmatkę po wyciągnięciu z wiadra wody 😉

Gdy demoniczny taniec zbliżał się do punktu kulminacyjnego, a w środku w jednym momencie znajdowały się setki rozgrzanych do czerwoności, nagich facetów, nagle kilkanaście minut po północy, po wcześniej wystrzelonym fajerwerku, wszędzie dookoła zgasło światło. Znowu nastały egipskie ciemności. Albo japońskie 😉 Ten najdziwniejszy japoński festiwal dobiega powoli końca. Ze świątyni, w czarnej skrzyni wynoszony jest święty duch. Zapada cisza i widać tylko same zarysy tego, co się dzieje. Jedynym źródłem światła są gwiazdy na niebie i palące się w oddali pochodnie trzymane przez kapłanów. Po kilku minutach światło znowu się zapaliło, taniec rozgorzał na nowo, by po chwili znowu wszystko zgasło. Wtedy też wszyscy wyszli już ze świątyni na dobre i z okrzykiem “oisho” na ustach, w kompletnych ciemnościach zaczęli wracać do domów. Zrobiliśmy więc to samo.


Po więcej ciekawostek z mojego życia w Japonii zapraszam Was na mojego Instagrama!


Następnego, ostatniego dnia festiwalu, w którym nie wzięłam już udziału ze względu na tajfun, który zbliżał się do naszego wybrzeża, duch umieszczony w czarnej skrzyni oprowadzany był procesją po całej dzielnicy Mitsuke. O 20 wrócił do świątyni i zostanie tam aż do kolejnego roku. Czy Naked Festiwal to najdziwniejszy festiwal w Japonii? Z całą pewnością był jednym z najbardziej niesamowitych doświadczeń związanych z japońską kulturą, jakich udało mi się tutaj doświadczyć. I to w ciągu tych całych  5 lat pobytu. Z całą pewnością wszystko to, co się działo było skrajnie dziwne. Jeżeli będę miała jeszcze okazję, to z pewnością chciałabym też zobaczyć Festiwal Stalowego Fallusa. Tak, penisa. Odbywa się on co roku przy świątyni Kanamara w Kawasaki. Może uda mu się przebić, to co zobaczyłam w tym roku. Jednak nie będzie to proste, bo widok facetów w białych stringo- pieluchach na długo zostanie mi w pamięci. Jakkolwiek by to nie brzmiało.


Na koniec krótki filmik z wydarzeń tuż po północy